Udostępnij proszę

Marek Orzechowski

Marek Orzechowski – dziennikarz, komentator polityczny, pisarz

Marek Orzechowski – dziennikarz, komentator polityczny, wieloletni korespondent „Głosu Ameryki” w Bonn, a także telewizji TVP i Polsat w Bonn i Brukseli, autor licznych książek, mi.in. „Belgijska melancholia”, „Holandia. Presja depresji”, „Zdarzyło się w Berlinie”, „Europolis, czyli diabeł mieszka w Brukseli”, laureat Europejskiego Ekranu 2003.

 

Marku, Twoja ostatnia książka nosi znamienny tytuł w „W Belgii, czyli gdzie”. I bynajmniej nie chodzi tu tylko o położenie geograficzne. Co się więc za tym kryje?

Przede wszystkim niezwykła różnorodność Belgii, która jest małym krajem w porównaniu z innymi, w tym z Polską, ale niczego jej właściwie nie brakuje. Ma przy tym kilka twarzy, które warto bez uprzedzeń poznać, a poznając je, może się zdarzyć, że nam się spodobają. To książka zarówno dla Polaków mieszkających w Belgii i z wyrobionym już zdaniem na jej temat, jak i dla tych, którzy o niej wiele słyszeli, już ją nawet odwiedzili, ale nie bardzo byli w stanie dociec, na czym polega jej fenomen i uroda.

Belgia ze swoimi problemami jest swoistą Europą w pigułce. Udowadnia, że egzystencja oparta na kompromisie jest możliwa, a wyjście z Unii jest bardzo skomplikowanym procesem, jak pokazuje Brexit. Jak w tej sytuacji oceniasz flamandzkie dążenia do konfederalizmu wzorowanego na tym szwajcarskim, a nawet dążenia separatystyczne partii Vlaams Belang?

Szwajcaria jest jedyna w swoim rodzaju i nie nadaje się do skopiowania. To setki lat tradycji, doświadczenie miejsca, położenia i wielu innych czynników, na przykład tego, że nikomu się nigdy nie opłaciło zajmowanie tego obszaru. Belgia jest przykładem innego rozwoju jako organizm państwowy istnieje od 1831 r. To młody wiek państwa w Europie, która cywilizacyjnie osiągnęła już wiek bardzo dojrzały. Pogłoski o rozpadzie Belgii pojawiają się, odkąd pierwszy król Leopold I złożył przysięgę i mają swoją tradycję. Generalnie, w Europie przeżywamy okres intensywnych partykularyzmów, najpewniej w reakcji na dominującą przez dekady politykę wzajemnej miłości, która, jak to miłość, czasem była ślepa. Belgowie wiedzą jednak, jak się dzielić, aby być razem, bo przecież belgijski kompromis nie wziął się z powietrza. I jest skuteczny. Z kolei Brexit to zupełnie inny temat, na inną rozmowę.

Belgia jako państwo narodziła się w operze La Monnaie w 1830 r., gdyż pod wpływem oglądanej sztuki widownia wyszła na ulice i obaliła dominację holenderską. W jaki sposób te okoliczności narodzin belgijskiej państwowości wpłynęły i wpływają na egzystencję kraju, w którym istnieją trzy oficjalne języki (flamandzki, francuski i niemiecki), trzy kultury i trzy różne mentalności?

Kiedy Belgia się rodziła, polityką rządziły ówczesne mocarstwa i to one zdecydowały o jej granicach i substancji. Sami Belgowie być może zdecydowaliby inaczej. Jak, tego nie wiemy i już się nigdy nie dowiemy. To prawda, że w Belgii występują trzy narodowe doświadczenia. Ale przecież były one i są sąsiedzkie, bliskie, spokrewnione. Definitywne pokonanie różnic między nimi wcale nie jest ani potrzebne, ani też nie wykreowałoby jednego belgijskiego narodu. Powiedziałbym, że Belgię jako państwo tworzy pewna nadrealność, i jest jej z tym do twarzy. To duża sztuka, duża umiejętność, stąd nie ma tu zjawiska belgijskiego nacjonalizmu. Występuje regionalizm, ale gdzie go nie ma?

Królewskie Muzeum Afryki Centralnej w Tervuren

Belgia – jak wiele innych europejskich państw – miała swoją przeszłość kolonialną i swoje bogactwo zawdzięcza w znacznej mierze Kongu. A mimo to jednoznaczna ocena króla Leopolda II, który zaanektował Kongo, byłaby dużym uproszczeniem. Dlaczego?

Dlatego że mamy skłonność, nie tylko przecież w jego przypadku, oceniać przeszłość pod kątem naszych dzisiejszych doświadczeń i wiedzy. Ale takie podejście nie jest sprawiedliwe. A przy tym Belgia nie popełniła większych grzechów od innych mocarstw kolonialnych, miała tylko i wtedy, i później gorszą, bardziej krytyczną „obsługę medialną”. Nikt nie mówi na przykład o Kongu francuskim, w którym nie było przecież lepiej, zaś okres panowania brytyjskiego kolonializmu na świecie to wszak wyłącznie lata mlekiem i miodem płynące… Dewiza „dziel i rządź” to brytyjski wynalazek, a nie belgijski… W ocenie polityki belgijskiej w Kongu pomija się cały cywilizacyjny wysiłek Belgii – Kongo miało najlepiej rozbudowaną infrastrukturę komunikacyjną, szpitalną i oświatową w Afryce. Oczywiście kolonializm był wyzyskiem, moralnie nagannym, ale nie wymyślili go Belgowie.

Jak podkreślasz w swojej książce, obecnie panujący król Filip nie ma ani charyzmy, ani pewności siebie, ani elokwencji, ani werwy, a do tego jest nieśmiały. Za to widać królową Matyldę, która – o czym wiedzą nieliczni – jest w połowie Polką i która urosła do najważniejszej figury na królewskiej szachownicy. Jaka jest więc jej rola?

Dobrej i mądrej żony przy mężu. Jej oficjalną rolę opisuje konstytucja, ale jej osobisty urok, którego jej nie brakuje, nie jest w niej zapisany, to już cecha charakteru. Król w Belgii porusza się po wąskiej kładce i nie stać go na dominację. Król Filip mógłby być ojcem narodu, no ale nie każdy się do takiej roli nadaje. Jego stryj, król Baudouin, za takiego uchodził, mówiono o nim, że jest jedynym prawdziwym Belgiem. Ojciec Filipa, król Albert II, był jowialny i ciepły. Filip jest nieśmiały i kto wie, może akurat taki król jest teraz potrzebny, zresztą innego nie ma.

belgia

Mapa Belgii

Czy monarchia konstytucyjna z królem o ograniczonych kompetencjach i silnym rządem nie wydaje Ci się przeżytkiem w XXI w.?

Moja ocena tego zjawiska ewoluowała. Kiedyś byłem zdecydowanym przeciwnikiem takiej formy państwowości, ale teraz spoglądam na nią łagodniejszym wzrokiem. W gruncie rzeczy, to kwestia, jaka ta monarchia jest, jacy ludzie ją tworzą. Belgijska jest skromna i nie narzuca się. Ktoś musi pełnić rolę głowy państwa, a wybrany w głosowaniu prezydent wcale nie jest gwarantem respektu wobec demokracji. Pamiętajmy, że monarchię belgijską powołał parlament, przedstawiciele narodu, a monarcha jest królem Belgów, a nie Belgii. Jeśli któregoś dnia Belgowie zdecydują o jej odwołaniu, król na pewno się nie obrazi.

Co sądzisz, czy rekord z 2011 r., kiedy Belgia pozostawała bez rządu przez 541 dni zostanie pobity tym razem? Od ostatnich wyborów minęło już wiele miesięcy, a rządu jak nie było, tak nie ma.

Trudno przewidzieć, w Belgii nigdy nic nie wiadomo. Właśnie słychać o nowych wyborach. Brak rządu Belgom nie doskwiera, wszystko i tak toczy się dalej, w dodatku bez tej straszliwej polaryzacji, obecnej w wielu innych krajach. Jako politolog nie mam do Belgów o to pretensji – jest tyle partii, ile nurtów, oczekiwań, potrzeb, co odzwierciedla polityczną tożsamość mieszkańców kraju. Czy byłoby lepiej, gdyby istniały tylko dwie duże partie?

Porozmawiajmy teraz o belgijskiej mentalności. Belgów, niezależnie czy Flamandów, czy Walonów, cechuje umiejętność przystosowania się do każdej sytuacji życiowej, tolerancja, niewtrącanie się w nieswoje sprawy i nierzucanie się w oczy. Czy w takim razie się łatwo z nimi zaprzyjaźnić?

To nie jest łatwa sprawa i do tego bardzo indywidualna. Jednym się udaje, innym nie, ale generalnie proces adaptacji przebiega w Belgii nieco inaczej niż w ościennych krajach. W belgijskich regionach panuje spory regionalizm, lokalność, czasem zaściankowość. W Brukseli z kolei mamy do czynienia z inwazją ludzi z zewnątrz, większość z nich pojawia się tu tylko na określony czas, trudno więc budować jakieś trwałe fundamenty. Myślę, że rzadko która społeczność w tej naszej Europie poradziłaby sobie z tym nieustannym potopem różnych temperamentów, przyzwyczajeń, obyczajów, charakterów i języków. Brukseli się to świetnie udaje. Ludzie przyjeżdżają, wyjeżdżają, Bruksela zostaje.

Czy Polacy mogą czuć się naprawdę szczęśliwi w różnorodnej i wielokulturowej Belgii? Odnoszę wrażenie, że wielu z nich egzystuje we własnym mikrokosmosie i nie uczestniczy zbyt intensywnie w życiu społecznym i kulturalnym…

Polacy nie stanowią tu wyjątku. Włosi też chętnie siedzą na kupie, Niemcy chętnie spotykają się z Niemcami, Francuzi wiadomo… To cecha współczesnej cywilizacji – żyjemy w otwartych społeczeństwach, które złożone są z zamkniętych mikrokosmosów, i ludziom jest z tym dobrze. Wystarcza im świadomość, że wybiorą się do centrum miasta i zaraz będą we wszechświecie. A potem wrócą do siebie, żeby od tego kosmosu odpocząć.

Belgię nazywasz krainą sprzeczności, indywidualizmu, wolności i surrealizmu. Dlaczego?

Po dwudziestu latach życia w Belgii moje doświadczenie mówi mi, że te cztery słowa oddają charakter, koloryt i smak tego kraju. Sprzeczności są naturalnym pokarmem życia, bez indywidualizmu nie ujawnilibyśmy naszych walorów, wolność gwarantuje bezpieczne życie, a surrealizm pozwala pogodzić się z najbardziej nawet zaskakującymi zjawiskami. Takie jest po prostu życie, bez scenariusza.

bruksela

Bruksela – rue des Bouchers słynąca z owoców morza

Jedzenie w Belgii to celebracja, sztuka sama w sobie, wyraz stylu życia z właściwą mu afirmacją. Dobra kuchnia w Belgii jednoczy pokolenia. Czy ma również szansę zjednoczyć Flamandów i Walonów?

Na całe szczęście nie. Niech każdy nadal gotuje w domu swoje najlepsze potrawy. A kiedy będą smaczne, każdy po nie sięgnie.

Jaka przyszłość – Twoim zdaniem – czeka Belgię jako kraj, w którym żyją Flamandowie i Walonowie niemający wspólnych przeżyć, wspomnień, symboli i jednorodnej tożsamości narodowej?

W dużej mierze zależy od tego, jaka będzie dalej Europa. Ale doświadczenie Belgii uczy, że poradzi sobie. Ten kraj nie wypowiedział nikomu żadnej wojny, a w chwilach zagrożenia stawał jak jeden mąż. W Belgii brakuje wielkich monumentów honorujących bohaterów, ich pomniki są rzadkie i nie są wielkie. Belgowie żyją na niewielkim skrawku europejskiej ziemi, nikomu nie wadzą, i jeśli Europa im nie przeszkodzi, będą na niej nadal szczęśliwi.

Dokończ zdanie: Książka „W Belgii, czyli gdzie” jest warta przeczytania, ponieważ…

opowiada o interesującym kraju, który poświęca się dla Europy, i zachęca do jego głębszego poznania, do zbliżenia. Belgii nie trzeba kochać, wystarczy ją zrozumieć – i wówczas będzie nam o wiele łatwiej. Ale każdy musi, czy powinien drogę do Belgii znaleźć sam, każda będzie przy tym prawdziwa, chociaż każda będzie inna. I to jest uroda tego kraju, i o niej jest ta książka.

 

Przeczytaj także moje inne teksty w kategorii wywiady”.

Masz pytania lub uwagi? Zostaw komentarz pod tekstem lub napisz do mnie, korzystając z zakładki „kontakt”.

 


Iwona

Iwona

Cześć! Mam na imię Iwona. Od kilku lat mieszkam w Belgii i na co dzień pracuję w międzynarodowej firmie w Brukseli. Dotychczas publikowałam w „Poznaj Świat”, „Nowinkach” i „Gazecie Lekarskiej”. A ponieważ podróże i kontakt z ludźmi to mój żywioł, na moim blogu dominują teksty turystyczne, felietony i wywiady z ciekawymi osobowościami mającymi różnorakie powiązania z Polską. Staram się regularnie dodawać wartościowe artykuły, ale stworzenie dobrego tekstu wymaga czasu, dlatego z góry dziękuję za wyrozumiałość i zapraszam do czytania!

0 Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *