Udostępnij proszę

 

ania janiga

Ania Janiga prezentująca swoją biżuterię; foto: Maria Janiga

Aniu, zajmujesz się projektowaniem biżuterii artystycznej, ale z wykształcenia jesteś filologiem-iberystą. Czy pracowałaś wcześniej, wykorzystując swój dyplom i znajomość języków hiszpańskiego oraz portugalskiego?

Skończyłam iberystykę na Uniwersytecie Warszawskim i przez pewien czas pracowałam jako tłumacz symultaniczny na międzynarodowych kongresach, ale – muszę przyznać – to niezwykle stresujące wyzwanie i porzuciłam je w końcu. Potem już nigdy do tego nie wróciłam, a znajomość języka hiszpańskiego wykorzystywałam tylko w kontaktach towarzyskich w Belgii.

Jak to się stało, że znalazłaś się w Belgii, a nie w którymś z państw Półwyspu Iberyjskiego?

Ania Janiga

Kolia autorstwa Ani Janigi; foto: Ania Janiga

Życiem rządzą przypadki, a może przeznaczenie, i ja jestem tego najlepszym przykładem. Wiele lat temu, zaraz po studiach, nasz znajomy Polak mieszkający w Louvain-La-Neuve zaproponował mnie i mojemu wówczas mężowi, abyśmy przyjechali do Belgii, twierdząc, że z łatwością dostaniemy stypendia i będziemy mogli kontynuować studia podyplomowe,  w tym moje związane z językiem i kulturą hiszpańską. W Louvain-La-Neuve, gdzie studiowaliśmy, poznałam grupę Latynosów i mogłam szlifować mój hiszpański. I to właśnie w tym momencie zaskoczył nas wybuch stanu wojennego w Polsce. Stanęliśmy z mężem przed dylematem: wracamy czy zostajemy. Zdecydowaliśmy się na to drugie rozwiązanie, ale w Belgii wcale nie było tak różowo: nasze oszczędności szybko topniały, a my musieliśmy się imać różnych zajęć, aby zarobić na przeżycie. Po trzech latach zdecydowaliśmy się przeprowadzić z Louvain-La-Neuve do Brukseli i tu otworzyliśmy tawernę, która stała się także miejscem spotkań Polaków. Prowadziliśmy tę działalność przez 6 lat.

Jak zrodził się pomysł, by zająć się projektowaniem biżuterii artystycznej?

ania janiga

Naszyjnik projektu Ani Janigi; foto: Tomasz Firkowski

Pochodzę z rodziny artystycznej, mój tata był rzeźbiarzem. Wyrosłyśmy wraz z siostrą w atmosferze twórczej, gdyż tata zabierał nas często do swojej pracowni i na wernisaże. Ale to moją siostrę rodzice wspierali w zainteresowaniach artystycznych. Zawsze zazdrościłam jej, że ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie. Ja przez wiele lat szukałam własnej drogi artystycznej i udało mi się ją znaleźć znów przez przypadek, gdy się rozwiodłam. Kiedy zostałam sama z dwójką dzieci, koleżanka prowadząca butik z biżuterią fantazyjną zaproponowała mi zatrudnienie. Potem pracowałam w galerii sztuki, gdzie zetknęłam się po raz pierwszy z biżuterią polskich kreatorów. To mnie zainspirowało do zapisania się na kursy związane z tworzeniem biżuterii artystycznej. Później otworzyłyśmy wraz z przyjaciółką własną galerię, ale problemy natury osobistej zaważyły na moim dalszym życiu. Znów przez zupełny przypadek dowiedziałam się o RhoK (Rijkscentrum Hoger Kunstonderwijs), Flamandzkiej Akademii Sztuk Pięknych w mojej dzielnicy, gdzie istnieje sekcja biżuterii artystycznej. Bez namysłu zapisałam się więc na zajęcia i po sześciu latach ukończyłam RhoK z sukcesem. Następnie podjęłam naukę w Instytucie Sztuk i Rzemiosł (Institut des Arts et Metiers) w Brukseli na wydziale biżuterii współczesnej oraz w sekcji odlewów. Ukończyłam oba wydziały z wyróżnieniem. To było niesamowite doświadczenie, ponieważ przez wiele lat miałam dostęp do maszyn i urządzeń, które pozwalały mi rozwijać moją kreatywność bez ograniczeń natury technicznej.

Artyści mają zazwyczaj jakiegoś Mistrza? A jak to jest w Twoim przypadku?

Moim pierwszym Mistrzem był Marcin Zaremski. Efekty jego pracy podziwiałam zanim zaczęłam tworzyć własną biżuterię. Tym, co do mnie szczególnie przemawiało, była czystość formy. Moim kolejnym guru był profesor Thierry Bontridder z Instytutu Sztuk i Rzemiosł (Institut des Arts et Metiers) w Brukseli. To dzięki niemu odkryłam nowe materiały, z których można tworzyć biżuterię. To on właśnie dawał mi pełne pole do popisu i motywował. Ale mówiąc o Mistrzach, nie mogę zapomnieć również o Joli i Andrzeju Kupniewskich z Warszawy, którzy są właścicielami małej galerii pełniącej rolę miejsca spotkań artystycznych i muzycznych. Ich biżuteria tworzona często ze srebra i bursztynu jest bardzo nowatorska i ma charakter rzeźbiarski.

Marek Orzechowski w swojej ostatniej książce zatytułowanej „W Belgii, czyli gdzie” wymienił Cię wśród grona polskich artystów mieszkających w Belgii, których cechuje niezwykła wrażliwość estetyczna i wyobraźnia.  Co jest Twoją inspiracją?

Ania Janiga

Broszka autorstwa Ani Janigi – kolekcja inspirowana kredkami; foto: Maria Janiga

Ania Janiga

Zestaw biżuterii autorstwa Ani Janigi; foto: Maria Janiga

Źródła mojej inspiracji są niewyczerpane. Jednym słowem jest to otaczający mnie świat: czasami jest to obejrzana wystawa, czasem natura, innym razem – bryła architektoniczna, kolor czy przypadkiem znaleziony kamień. Ostatnio uczestniczyłam w wystawach tematycznych. W Boitsfort brałam udział w wystawie poświęconej 100-letniej rocznicy śmierci belgijskiego malarza i rzeźbiarza Rika Woutersa, który mieszkał w tej dzielnicy. Inspirowana jego martwymi naturami z predominacją czerwieni, stworzyłam kolekcję w odcieniach tego koloru, której głównymi tworzywami były: papier-mâché, żywica i kolorowe kredki. Natomiast jego grafiki przedstawiające drzewa stały się mottem kolekcji odlanej w brązie. Z kolei do ekspozycji zatytułowanej „Litery jestestwa” („Lettres de l’être”) zainspirował mnie niezwykły alfabet stworzony przez Władysława Strzemińskiego (malarza, teoretyka sztuki i pioniera polskiego konstruktywizmu, a także profesora Łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych zmarłego w 1952 r.). Na tej podstawie stworzyłam kolekcję broszek, kolczyków i naszyjników.

Jak wygląda proces tworzenia i co jest Twoim ulubionym materiałem?

Ania Janiga

Biżuteria artystyczna Ani Janigi; foto: Ania Janiga

Pracuję intensywnie, gdy dopada mnie wena twórcza. Wtedy poświęcam nawet kilkanaście godzin dziennie, aby stworzyć to, co powstaje w mojej głowie. Wykorzystuję – oprócz wcześniej wymienionych surowców – również srebro, miedź i inne metale, drewno, szkło, ceramikę, pleksi, a nawet tworzywa z recyklingu. W mojej pracy kieruję się intuicją, natchnieniem i emocją chwili. Nigdy wcześniej nie rysuję projektu na papierze, tworzę od razu, gdyż każdy surowiec ma swoją energię, temperaturę i własną wibrację. Najpierw muszę więc poczuć te wibracje, „porozmawiać” z materiałem, z którego ma powstać biżuteria A tworzenie to, mówiąc językiem Mickiewicza, wielka improwizacja, gdyż mój pomysł nabiera formy w trakcie pracy, nierzadko niespodziewanej, dyktowanej reliefem materiału, giętkością czy oporem metalu, kształtem kamienia. Zdarza się, że spawarka nadaje kolor i kształt mojemu dziełu. W mojej biżuterii nie ma linii przewodniej, a każda kreacja jest unikatowa, bo wciąż chcę tworzyć coś nowego i niepowtarzalnego.

Czy tworzysz na zamówienie, a jeśli tak, to kim są zamawiający?

Ania Janiga

Naszyjnik z kolekcji autorskiej Ani Janigi; foto: Maria Janiga

Nie, nie tworzę na zamówienie, gdyż to zabiłoby we mnie kreacjonizm. Zamawiający narzucałby pewne reguły, ograniczałby mnie w wyborze surowca, koloru, a więc stałabym się bardziej rzemieślnikiem niż artystą. Moja biżuteria ma charakter artystyczny, a jej funkcją jest nie tylko bycie dodatkiem do ubioru, ale stanie się samoistniejącą jego częścią przykuwającą uwagę. Moje wytwory są imponujących rozmiarów i dlatego są przeznaczone raczej dla odważnych kobiet, które nie boją się zwrócić na siebie uwagi. Nieskromnie powiem, że uwielbiam słowa wypowiedziane przez malarkę, Hanię Zawę: „Kreacje Ani Janigi to dzieła sztuki przeznaczone do zawieszania na kobiecym ciele (…). Ania myśli przede wszystkim o formie, o jej proporcjach, o harmonii koloru, a nie o taniej dekoracyjności i błyskotliwości”.

Jakie techniki wykorzystujesz przy tworzeniu?

Ania Janiga

Naszyjnik autorstwa Ani Janigi; foto: Ania Janiga

Technika zależy często od wybranego przeze mnie surowca. Stosuję m.in. odlewy na traconym wosku, spawanie, klejenie, obróbkę cieplną, prasowanie, walcowanie i wypalanie. Tę ostatnią z wymienionych metod wykorzystuję także do tworzenia ceramiki japońską metodą raku. Niewtajemniczonym powiem, że polega ona na gwałtownym ochłodzeniu wyjętego z pieca naczynia, co daje efekt pajęczyny pęknięć. Każda z tych technik otwiera nowe możliwości, przeciera nowe szlaki estetyki. To magiczne i fascynujące.

Czy jest to łatwy kawałek chleba i czy można dzięki temu godnie żyć?

Niestety, tworzenie autorskiej biżuterii artystycznej jest ciężkim kawałkiem chleba, gdyż niełatwo się przebić na rynku. Mogą z tego żyć ci, którzy powielają biżuterię w ilościach przemysłowych, ale mnie to nie interesuje. Cieszy mnie, gdy moja biżuteria się podoba, gdy jest noszona, bo to znaczy, że ktoś docenia efekty mojej żmudnej, wielogodzinnej pracy.

Począwszy od 2009 r. wzięłaś udział w dużej ilości wystaw. W jaki sposób nawiązujesz kontakty biznesowe?

ania janiga

Broszka autorstwa Ani Janigi; foto: Maria Janiga

Do biznesu nie mam zupełnie głowy. Nie umiem się promować, narzucać i przepychać, więc tym bardziej się cieszę, gdy otrzymuję propozycje udziału w różnych wystawach. W ciągu ostatnich kilku lat prezentuję moją twórczość na 4 – 5 wystawach rocznie. Ostatnio brałam udział w nowatorskim przedsięwzięciu – objazdowej wystawie z przesłaniem „Moim zdaniem”, która odwiedziła Londyn, Pekin i wiele polskich miast. Na tę okoliczność stworzyłam biżuterię z serii „Pamięć drzewa”, a moim przesłaniem było „Nie zabijajcie drzew”. Ta seria została zakupiona przez Magdalenę Kwiatkiewicz do jej prestiżowej kolekcji polskiej biżuterii współczesnej.

Jakie są Twoje dalsze plany artystyczne?

W głowie mam dwa przedsięwzięcia. Pierwsze to zorganizowanie z moją siostrą ponownej wystawy poświęconej pamięci naszych rodziców. I drugie, jeszcze większe wyzwanie, to zorganizowanie wspólnej wystawy z moją córką – graficzką i fotografem oraz synem – grafikiem specjalizującym się w animacji 3D.

W takim razie trzymam kciuki za powodzenie i czekam na zaproszenie, abym mogła zobaczyć kolejne efekty Twojej pracy.

Ja również dziękuję za przeprowadzony wywiad i do zobaczenia.

***

ania janiga

Kolczyki projektu Ani Janigi; foto: Ania Janiga

UWAGA! KONKURS! Do wygrania kolczyki autorstwa Ani Janigi.

Pytanie konkursowe: Z jakich materiałów Ania Janiga wykonuje swoją autorską biżuterię artystyczną?

Spośród osób, które nadeślą poprawną odpowiedź na adres: polacyzagranica@onet.pl , zostanie wylosowany zwycięzca.

Rozstrzygnięcie konkursu w dniu 10 stycznia 2020.

 

 

***

Konkurs rozstrzygnięty!

Zwycięzcą został Pan Grzegorz Florek. Gratulacje!

***

Przeczytaj także moje inne teksty w kategorii wywiady”.

Masz pytania lub uwagi? Zostaw komentarz pod tekstem lub napisz do mnie, korzystając z zakładki „kontakt”.

 

 

 

 


Iwona

Iwona

Cześć! Mam na imię Iwona. Od kilku lat mieszkam w Belgii i na co dzień pracuję w międzynarodowej firmie w Brukseli. Dotychczas publikowałam w „Poznaj Świat”, „Nowinkach” i „Gazecie Lekarskiej”. A ponieważ podróże i kontakt z ludźmi to mój żywioł, na moim blogu dominują teksty turystyczne, felietony i wywiady z ciekawymi osobowościami mającymi różnorakie powiązania z Polską. Staram się regularnie dodawać wartościowe artykuły, ale stworzenie dobrego tekstu wymaga czasu, dlatego z góry dziękuję za wyrozumiałość i zapraszam do czytania!

0 Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *